|
Ta historia, choć zaczęła się bardzo dawno jest bardzo krótka. Dawno temu, jak tylko pojawiło się nauczanie chemii w szkole, zacząłem się bardziej tym przedmiotem interesować, sądząc, że może uda mi się zrobić 'coś fajnego'. Ja, jak pewnie wiele osób 'tego wieku' wiązałem chemię przede wszystkim z tym co wybucha, ogniem, reakcjami termicznymi itp. Zacząłem więc zbierać wszelkie możliwe przedmioty, które w jakiś sposób mogły przydać się w moim 'laboratorium'. Były to między innymi różne szkła, próbówki, rurki, wężyki, korki, metalowe pręty (z czasem powstał z nich bardziej profesjonalny stojak), tygle i różne takie. Nazbierałem też trochę związków chemicznych, jednak nie dało się z nich zrobić nic ciekawego. Kiedyś tworzyłem też z kumplem coś na pozór prochu czy czegoś takiego. Była to bardzo wtedy popularna mieszanina saletry potasowej z cukrem lub czymś innym (siarka, węgiel; byle bardzo rozdrobniony związek palny). Fajnie się palił, ale dawał mnóstwo dymu. Kiedyś próbowałem też zrobić termit, ale również z tego jak całej reszty nic nie wyszło. Jedyne co mi się udało to uzyskać metaliczny sód. Długo się nim nie nacieszyłem, bo równie szybko się utleniał i nic z tego nie zostało. Drugim i chyba ostatnim osiągnięciem była doprowadzona do końca reakcja z której uzyskałem wodór w dużej ilości. Aby tego dokonać potrzebujemy bardzo rozpowszechnione już związki: wodorotlenek sodu i czysty glin czy jak kto woli aluminium. Wlewamy wody do butelki, wsypujemy zasadę (granulki) i dodajemy kawałki alu. Po chwili z butelki ulatnia się sporo wodoru. Jeśli nie schłodzimy z zewnątrz naczynia to albo pęknie albo się stopi. I to chyba tyle z chemii 'stworzyłem' (to stwierdzenie wyjątkowo tu nie pasuje:). Gdy już chemia odchodziła w zapomnienie do 'labu' wchodziła elektronika a potem to już na zmianę. No i teraz ustało na elektronice, a chemią w zasadzie się już nie zajmuję. Jeśli ktoś chce to mogę mu sprzedać to i owo co posiadam z tej dziedziny:) pytania na mail.
|